Niepłodność w dzisiejszych czasach staje się chorobą cywilizacyjną. Co raz więcej par zmaga się z tym problemem, wiele z nas próbuje zasięgnąć informacji na różnych forach i szukać klucza bazując na doświadczenia innych osób, którym się udało. Kobiety, u których instynkt macierzyński uaktywnia się jeszcze mocniej z miesiąca na miesiąc w którym nie udało się zajść w upragnioną ciążę próbują każdej dostępnej metody, która zbliżyłaby ich do celu. Jedną z metod polecanych na forach jest zastosowanie mieszanki ziołowej Ojca Klimuszki.
Skład mieszanki ziół na niepłodność:
- Szyszka chmielu 50g
- Ziele przywrotnika 50g
- Ziele krwawnika 50g
- Liść ruty 50g
- Ziele nostrzyka 50g
- Kwiat lawendy 50g
- Kłącze tataraku 50g
- Kwiat nagietka 50g
- Owoc róży 50g
Ojciec Klimuszko w swojej książce "Wróćmy do ziół leczniczych" pisze, że niepłodność często związana jest ze zrostami pozapalnymi na jajowodach lub niewydolności jajeczkowania, można wywnioskować, że właśnie w tym ma pomóc stosowanie tej mieszanki.
Napar należy pić 3 razy dziennie po szklance przed posiłkiem, nie jest jednak napisane jak mocny ma być ten napar dlatego chętnych odsyłam do mojego postu na temat picia ziół, który znajdziecie TU.
Ojciec Klimuszko zaleca również irygacje Vagosanem przed stsunkiem. Vagosan jest to mieszanka ziół takich jak kora dębu, rumianek, szałwia, nagietek i pokrzywa do kupienia w aptece.
Moje doświadczenia po zastosowaniu mieszanki Ojca Klimuszki
Sama kiedyś sięgnęłam po tę mieszankę, wiązałam z nią wiele nadziei po tym jak pomogła wielu kobietom na forach. Myślę jednak, że zastosowałam zbyt mocny napar, który u mnie przyniósł chyba więcej szkody niż pożytku. Traf chciał, że akurat miałam zaplanowaną wizytę u ginekologa. Ze względu na to, że mam endometriozę z reguły raz na 2-3 miesiące chodzę sprawdzić, czy nie urodziło się nic nowego. Na usg dowiedziałam się, że mam wzdęty jajowód w jednym miejscu. Przestraszyłam się, ale z drugiej strony pomyslałam że może pod wpływem tej mieszanki toczy się tam jakaś walka ze zrostami i i umówiłam się na kolejną wizytę w drugiej fazie cyklu. Na drugiej wizycie wzdęcia już nie było, jednak pojawił się problem 5 centymetrowej torbieli czynnościowej, a wcześniej takie akcje się u mnie nie zdarzały. Może też dlatego, że rzadko miałam owulacje? W każdym razie wyrzut LH tutaj nie zadziałał, albo go nie było bo pęcherzyk rósł sobie i rósł i pewnie rósł dopóki nie zaatakowałam go lekami przepisanymi przez ginekologa. Od tego czasu coś mi się poprzestawiało i te pęcherzyki nie chciały pękać w odpowiednim momencie. Jeśli chodzi o jajowód to do dziś nie wiem co to było za wzdęcie, jednak rok później miałam laparoskopię z badaniem drożności jajowodów i wszystko było bardzo w porządku. Nie odradzam stosowania, bo zioła dobrze zastosowane mogą na prawdę pomóc, jednak przy ich parzeniu przestrzegajcie pewnych zasad.
A na koniec..
Pamiętajmy, że problem często tkwi w głowie. Myśląc o tym jesteśmy w stanie tak się zablokować, że organizm nasz zaczyna wariować. Prawdziwe jest stwierdzenie, że działamy jak magnes który przyciąga wszystko to o czym stale myślimy. Mimo, że jest to trudne i nie łatwo jest odpuścić w sytuacji kiedy czegoś bardzo pragniemy to trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że nasza podświadomość to podstępna sztuka i nie zawsze chce dla nas dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz